Komuna Warszawa właśnie ogłosiła, że Szkoła, w której prowadzi swoją artystyczną działalność, została wpisana do rejestru zabytków, a to oznacza, że teren i budynki przy ul. Emilii Plater, od lat służące sztuce, zostały wyrwane z drapieżnego rynku developerów. To ważne zdarzenie, także dla rynku tańca, bo i ten tutaj często gości (o nim za chwilę).
Budynki nie zostaną wyburzone i nie wyrośnie już tutaj żadnej nowy wieżowiec ani osiedle dla zamożnych. Rośnie za to coś innego, coś o czym winniśmy pamiętać. Przypomnijmy sobie słowa Sady Hanasaki – pół Polki, pół Japonki zajmującej się jiutamai, odmianą klasycznego tańca japońskiego – wypowiedziane do znajdujących się na tym terenie starych jabłoni. „Wasz czas zemsty nadejdzie” – mówiła w 2021 roku do tych owocowych drzew. Niezwykłych roślin, bo pochodzących z jednego z najwspanialszych parków Warszawy, dziś już nieistniejącego.
Większość nie zna tej historii, więc ją opowiem. Ogród Pomologiczny był ogromnym sadem owocowym zasadzonym na powierzchni 10 hektarów między ulicami Nowogrodzką, Emilii Plater (dawniej Leopoldyny), Wspólną i Chałubińskiego (dawniej Teodora). Powstał w 1864 roku z inicjatywy Jerzego Aleksandrowicza. Znajdował się najpierw na Marymoncie ale w związku z rozbudową Cytadeli został zmniejszony do 4 hektarów. Badano tutaj i aklimatyzowano drzewa oraz krzewy owocowe w celu popularyzacji wartościowych odmian. Ponieważ ogród miał przypominać wiejski sad zasadzono w nim 12 tys. drzew owocowych, głównie jabłoni i grusz, prowadzono w nim także szkółkę rozmaitych drzew owocowych (20 tys. drzewek), a przy wejściu sprzedawano uprawiane w nim owoce. Przyznajcie, że był to wyjątkowy długoletni projekt...
Niestety Ogród Pomologiczny został całkowicie zniszczony podczas powstania warszawskiego, a to, co po nim pozostało zostało zlikwidowane w latach 50. aby wybudować IX Liceum Ogólnokształcące im. Klementyny Hoffmanowej, Szkołę Podstawową nr 171 im. Wojska polskiego oraz biurowiec Intraco II.
Z 10-hektarowego Ogrodu Pomologicznego pozostało zaledwie... siedem drzew. Miejmy więc świadomość, że wpis do rejestru zabytków, o którym informuje nas Komuna Warszawa, jest ratunkiem także dla nich.
Mimo bieżących wydarzeń społecznych i politycznych pochylmy się nad tym faktem. I przypomnijmy sobie, że sztuka bardzo często zajmuje się takimi małymi-wielkimi sprawami.
Przykład? A choćby historia sztuki uprawianej przez Sadę Hanasaki. Jiutamai jest częścią szerokiego nurtu tradycyjnego tańca japońskiego nihon buyo. Jest on wykonywany tylko przez kobiety i prezentuje historie kobiet (zwykle bezimiennych), których przeżycia opowiadane są przez kolejne pokolenia tancerek od przynajmniej 200 lat. Choreografie jiutamai opowiadają o wydarzeniach zbyt małych, by mogły przejść do historii i zostać przez jej badaczy zapisane w książkach czy encyklopediach; dlatego kolejne generacje walczą o to, by nie zostały zapomniane. Przypomina to nasze tradycyjne, ustnie przekazywane rodowych opowieści z pokolenia na pokolenie czy np. wydarzenia przekazywane przez Aborygenów przy pomocy pieśni lub rysunków tworzonych na piasku.
Japońskie szkoły jiutamai mają charakter klanowy, rodowy – mistrzynie, które je prowadzą same wybierają sobie swoje uczennice do edukacji (nauka trwa tyle, dokąd mistrzyni nie uzna, że się zakończyła). Edukacja kończy się egzaminem i ceremonią nadania wybranej adeptce nowego imienia i nazwiska przy czym nazwisko jest nazwiskiem mistrzyni (czyli niejako rodowym), a imię jest wybierane. Od momentu przyjęcia nazwiska mistrzyni nowa tancerka ma prawo reprezentować jej szkołę i przekazywać dalej choreografie, a raczej opowieści zaklęte w tańcu jiutamai.
Sada Hanasaki to właśnie takie imię i nazwisko. Otrzymała je pod koniec 2020 roku Hana Umeda, która jest jedyną Polką i jedyną tancerką spoza Japonii, która może reprezentować słynną szkołę Hanasaki-ryu (jej mistrzynią jest Tokijyo Hanasaki).
To właśnie przy tych drzewach Sada Hanasaki w kwietniu 2021 roku tańczyła „Kanegamisaki” – taniec demona, mitologiczną opowieść o dziewczynie, która po swojej śmierci powraca, by zemścić się na swoim niewiernym kochanku za krzywdę, jakiej doznała. „Tańcząc „Kanegamisaki” dla ocalałych jabłoni w dniu ich pełnego rozkwitu chcę przekazać ich delikatnym kwiatom tę samą energię. Kochane jabłonie, póki jeszcze wypuszczacie z siebie pąki, nie jest za późno! Wierzę, że czas waszej zemsty nadejdzie” – zapowiadała wówczas swój pokaz Sada Hanasaki.
To jest właśnie ten dzień. Nie zemsty, ale sprawiedliwości. Dzień nadziei, przyszłości i odrodzenia. Warszawskie jabłonie – jesteście uratowane! A my, jak w jiutamai, możemy nieść dalej waszą niezwykłą historię.
Sandra Wilk, Strona Tańca

