Ogrom między cieniem a jasnością

Ogrom między cieniem a jasnością

Niezwykłym doświadczeniem było uczestniczenie w „Hołdzie dla śmierci” – spektaklu Imre Thormanna z poezją i muzyką Eleny Ciardelli – podczas 8. Butohpolis. Międzynarodowego Festiwalu Sztuki Butoh. Praca, pokazana 16 kwietnia 2026 r. w Służewskim Domu Kultury w Warszawie, w niezwykle delikatny sposób prowadziła nas w głąb naszych leków, naszego bólu i wyobraźni. Niemal niepostrzeżenie znaleźliśmy się w przestrzeniach, od których na co dzień odwracamy głowy.

Ciekawym było to, że opowiadając o śmierci – niepoznanej, niekontrolowanej – na scenie widzieliśmy pełną dyscyplinę i kunszt wykonawczy, Ciardelli w pełni kontrolowała swój głos wyśpiewując swe przejmujące wiersze, miksowane i transformowane elektronicznie na żywo, a Thormann kontrolował każdy gest i ruch swojego pomalowanego na biało ciała. Granice jego sylwetki momentami niemal rozmywały się w białym świetle, podczas gdy postać poetki i wokalistki niknęła w mroku. Całość była spójną opowieścią zawieszoną między fizycznością i cielesnością a duchowością i emocjami, ale ta fuzja wcale nie była jednoznaczna, raz dualizm był w centrum, raz łamany na wiele obszarów, a czasem stawał się harmonijną jednością.

Po zakończeniu pokazu słyszałam dwie opinie od widzów nieco rozczarowanych tym, że światło w „Hołdzie dla śmierci” było wciąż takie same. Otóż nie zawsze musi być dynamicznie, kolorowo i w ciągłej zmianie. Pracujący obecnie we Francji artysta butoh w udany i przemyślany sposób stworzył w tym spektaklu swoiste laboratorium, dzieląc scenę na dwa obszary – ten ciemny, w którym toczy się emocjonalne i ruchowe życie oraz ten jasny, gdzie wszystko zwalnia, jest wręcz nierealne. Przechodząc z cienia w światło Imre Thormann zanurza się w symbolicznej przestrzeni śmierci jak w ekstremalnie zasolonej wodzie, zwalniającej każdy ruch, zatrzymującej dynamikę i oddech.

Najpierw zanurzyła się sama czaszka tancerza. Pozbawiona włosów, specyficznie oświetlona, wyglądała niemal jak otwarta, wyabstrahowana od reszty postaci. Później doszły do niej dłonie tworzące kompozycję jak z jakiegoś podwodnego, kosmicznego, arealnego świata. Thormann nie spieszył się by wejść na środek sceny, tam do niej, do śmierci, do rzeźby autorstwa Jean-Gillesa Quenuma, która grała tutaj kluczową rolę. Sylwetka tancerza była powoli rozjaśniana lub ukrywana, widzieliśmy korpus bez głowy, same członki, wreszcie całego człowieka. Patrzyliśmy jak męczy się napinaniem mięśni, zmianą pozycji, jak powoli, powolutku ulatują z niego siły. Gdy dochodzą do kresu, już pod koniec spektaklu Thormann silnie łapie się za krocze, jakby chciał znaleźć jeszcze trochę witalności, przywrócić się do życia, ale jego ręka wkrótce łagodnieje, ciało nieco wiotczeje, jakby przygotowywało się do ostatecznego spotkania z nieznanym, dookoła którego krążył przez cały czas.

Wspaniała rzeźba stoi w jasnej przestrzeni nietknięta przez niemal cały spektakl. Nawet obserwując w hiperuważości same tylko działania tancerza nieustannie ją widzimy. Jej materia przypomina korzeń, jej hipnotyzujący kształt jest niebywale organiczny – przywodzi mi na myśl skarlałą postać albo nieznany organizm, jednocześnie żywy, jak i martwy (czy raczej uśpiony). W tym jego trwaniu w centrum, dzięki oświetleniu, widzimy go w tym samym czasie z trzech stron – rzuca dwa cienie na ustawione po bokach dwa białe ekrany. Odczytuję to jako przemyślany koncept, bo – jak sądzę – Imre Thormann rozumie, że śmierć nie przychodzi, a jest po prostu obecna. Śmierć jest obecna, jest w nas wpisana i nie ma od niej żadnej ucieczki. A skoro nie da się przed nią uciec, wygrać w walce, ani przetrwać w ukryciu – pozostaje pogodzić się z przeznaczeniem, odkryć w nim nas samych, i to na pełnej skali, od ogromnego bólu straty aż po miłość.

Gdy tancerz wreszcie rzeźby dotyka, obraca się z nią, trzymając „za rękę”, jakby prowadził małe dziecko. W końcu ją podnosi i wirują razem. Wreszcie przytula do piersi, a my mamy wrażenie, że śmierć go objęła.

I już wszystko znika. W ciemności brzmi tylko przejmujący głos Eleny Ciardelli. Pędzą ich konie… Dla nich, dla nas, dla was…

Wspaniały, wielowymiarowy i niezwykle przejmujący spektakl. Kształtujący, pouczający, pokazujący odchodzenie w inny sposób. Ze zgodą. Bez buntu.

Sandra Wilk, Strona Tańca

www.stronatanca.pl

„Hołd dla śmierci” Imre Thormann (Francja/Włochy), taniec: Imre Thormann, muzyka, poezja: Elena Ciardella, rzeźba: Jean-Gilles Quénum, pokaz w ramach 8. Butohpolis. Międzynarodowy Festiwal Sztuki Butoh, pokaz: Służewski Dom Kultury (Warszawa), 16.04.2026

Foto: Paolo Tachella/materiały promocyjne